Marta Zgierska należy do tych fotografek, których twórczość nie daje się zamknąć w prostym haśle o „ładnych zdjęciach”. Jej prace opierają się na ciele, pamięci, napięciu i bardzo świadomie budowanej ciszy, dlatego tak dobrze rezonują z czytelnikiem, który szuka czegoś więcej niż samej biografii. W tym artykule pokazuję, kim jest ta artystka, co wyróżnia jej język wizualny i jak czytać jej najważniejsze cykle z perspektywy osoby zainteresowanej fotografią.
Najważniejsze informacje o jej twórczości
- To polska artystka wizualna, fotografka i autorka fotoksiążek, związana z fotografią artystyczną, a nie z klasycznym portretem użytkowym.
- Jej prace najczęściej obracają się wokół traumy, wycofania, fizyczności i napięcia między estetyką a dyskomfortem.
- Najmocniej rozpoznawalny jest cykl Post, który przyniósł jej międzynarodowe uznanie i ważne nagrody.
- W kolejnych projektach rozwija motywy ciała, masek, wosku, beauty rituali i religijnego gestu ofiarowania.
- Jej fotografia jest bardzo dobra do analizy dla osób, które chcą zrozumieć, jak budować serię o silnym ładunku emocjonalnym.
Kim jest ta artystka i skąd bierze się siła jej nazwiska w fotografii
Gdy patrzę na dorobek tej twórczyni, widzę fotografkę, która od początku pracuje na styku obrazu, performansu i osobistego doświadczenia. Wywodzi się z polskiego środowiska artystycznego, ukończyła fotografię w łódzkiej Szkole Filmowej, a jej nazwisko zaczęło częściej pojawiać się w obiegu międzynarodowym po projekcie Post. To ważne, bo nie mamy tu do czynienia z karierą opartą na jednym dobrze wyglądającym portrecie, tylko z konsekwentnie rozwijanym językiem.
W praktyce oznacza to fotografię, która nie „opowiada” tylko historii wprost, lecz buduje znaczenie przez atmosferę, powtórzenie i kontrolę nad kadrem. W jej przypadku nie chodzi o efektowność rozumianą powierzchownie. Chodzi o to, że obraz ma niepokoić, zostawać w pamięci i zmuszać do dłuższego spojrzenia. Najlepiej widać to właśnie w jej języku wizualnym, który warto rozebrać na części.
Co wyróżnia jej język wizualny
Najmocniejsza cecha tej fotografii to spójność między tematem a formą. Nie ma tu przypadkowych środków. Jeśli pojawia się ciało, to nie jako dekoracja, ale jako nośnik napięcia. Jeśli pojawia się rekwizyt, to po to, żeby coś zasłonić, podważyć albo przenieść znaczenie na inny poziom. Jeśli przestrzeń jest pusta, to po to, by pogłębić wrażenie zawieszenia.
Ciało jako materiał, a nie tylko motyw
W wielu projektach ciało staje się tu punktem wyjścia, a nie końcowym elementem kompozycji. To ważna różnica. Zamiast klasycznej autoportretowości, w której fotografowana osoba ma przede wszystkim być „sobą”, pojawia się ciało rozumiane jako pole doświadczenia: kruche, obciążone, czasem ukryte, czasem potraktowane jak powierzchnia do pracy. Taka strategia daje zdjęciom większą gęstość niż zwykły portret.
Minimalizm scenografii
Jej kadry często operują ograniczoną liczbą elementów. To nie jest pustka przypadkowa, tylko kontrolowane odchudzenie obrazu. Mniej rzeczy w kadrze oznacza więcej miejsca na napięcie, a także na to, co widz sam dopowie. W fotografii artystycznej ten zabieg bywa niedoceniany, bo wielu autorów próbuje „dowieźć” emocję nadmiarem bodźców. Tu działa odwrotny mechanizm: im mniej, tym trudniej przejść obok obojętnie.
Napięcie między pięknem a dyskomfortem
To chyba najciekawszy rys tej twórczości. Obrazy potrafią być formalnie atrakcyjne, a jednocześnie nieprzyjemne w odbiorze. Taki kontrast jest bardzo skuteczny, bo odbiorca najpierw wchodzi w zdjęcie przez estetykę, a dopiero później orientuje się, że pod powierzchnią jest trauma, presja albo fizyczne przeciążenie. Właśnie ten moment przesunięcia robi największą robotę.
Żeby zobaczyć, jak ten język działa w praktyce, najlepiej przejść przez najważniejsze cykle i porównać ich logikę.

Najważniejsze cykle i co z nich wynika
| Cykl | O czym jest | Co warto z niego wynieść |
|---|---|---|
| Post | Projekt wyrósł z doświadczenia wypadku i pracy z traumą, ciszą oraz rozproszoną pamięcią. | To przykład, jak z bardzo osobistego punktu wyjścia stworzyć uniwersalny obraz psychicznego napięcia. |
| Afterbeauty | Cykl budowany wokół masek i rytuałów związanych z pielęgnacją oraz kultem urody. | Dobrze pokazuje, że fotografia może krytykować standardy piękna, nie rezygnując z atrakcyjnej formy. |
| Votive Figure | Odwołanie do tradycji wotywnej, wosku i gestu ofiarowania ciała jako nośnika znaczeń. | Uczy, jak korzystać z symboliki kulturowej bez popadania w ilustracyjność. |
| Garden | Wspólny projekt z Mateuszem Sarełłą, który rozwija motywy ciała, roślinności i surrealnego napięcia. | Pokazuje, że książka fotograficzna może być pełnoprawnym medium opowieści, a nie tylko dodatkiem do wystawy. |
W tych cyklach widać bardzo wyraźnie jedną rzecz: kolejne projekty nie są zbiorem luźnych eksperymentów, tylko spójną ewolucją myślenia o obrazie. Od prywatnego doświadczenia, przez krytykę estetyki beauty, aż po bardziej symboliczne i performatywne formy pracy z ciałem. To właśnie taka konsekwencja buduje rozpoznawalność na dłużej niż jeden sezon wystawienniczy.
Na tym etapie łatwo już przejść do praktyki, czyli do tego, czego z tej fotografii może nauczyć się ktoś, kto sam pracuje z obrazem.
Czego może nauczyć się z niej fotograf pracujący nad własną serią
Jeśli miałbym wyciągnąć z tej twórczości tylko kilka lekcji, powiedziałbym tak: nie zaczynaj od efektu, zaczynaj od problemu. W tej fotografii najpierw pojawia się napięcie, doświadczenie albo pytanie, a dopiero potem forma. To odwrócenie standardowego myślenia o zdjęciu robi ogromną różnicę, bo pozwala budować serię, która ma sens także po odłożeniu pojedynczych kadrów.
Pracuj z jednym mocnym napięciem
W jej projektach nie ma chaosu tematycznego. Nawet jeśli pojawiają się różne materiały, scenografie czy gesty, wszystko krąży wokół podobnych osi: ciało, wrażliwość, presja, pamięć. Dla fotografa to ważna wskazówka. Jedna dobrze nazwana oś narracyjna daje więcej niż pięć tematów wrzuconych do jednego folderu.
Myśl seriami, nie pojedynczymi obrazami
To szczególnie istotne w fotografii artystycznej i autorskiej. Pojedyncze zdjęcie może przyciągnąć uwagę, ale dopiero seria pokazuje rytm myślenia autora. U Zgierskiej ważne jest właśnie to, że obraz po obrazie tworzy się stan, a nie tylko zbiór efektownych ujęć. Jeśli ktoś buduje własny projekt, powinien pytać nie „czy to zdjęcie jest mocne?”, ale „czy to zdjęcie podtrzymuje logikę całego cyklu?”.
Używaj rekwizytów oszczędnie, ale znacząco
Plaster, wosk, maseczki, materiał, pusta przestrzeń - to nie są ozdobniki. Każdy z tych elementów niesie znaczenie. W praktyce oznacza to, że rekwizyt powinien coś wzmacniać, a nie tylko „ładnie wyglądać”. Gdy rekwizyt jest dodany bez funkcji, zdjęcie zwykle słabnie. Gdy jest podporządkowany idei, zaczyna pracować na poziomie symbolicznym.
Przeczytaj również: Jan Brykczyński - Fotograf, który uczy cierpliwości w dokumencie
Nie uciekaj od niewygody
Wielu fotografów zbyt szybko wygładza swoje prace. Tymczasem właśnie drobny dyskomfort często buduje prawdziwe zainteresowanie odbiorcy. Tu widać to bardzo dobrze: obrazy potrafią być estetyczne, ale nie są gładkie emocjonalnie. Dla mnie to jedna z najcenniejszych lekcji z tej twórczości. Nie wszystko musi być „przyjemne”, żeby było mocne.
To prowadzi do szerszego pytania o to, dlaczego taka fotografia nadal ma duże znaczenie także teraz, w 2026 roku.
Dlaczego ta twórczość nadal działa w 2026 roku
Myślę, że siła tej fotografii wynika z tego, że trafia w kilka tematów jednocześnie. Po pierwsze, bardzo mocno mówi o ciele w epoce presji na wygląd i samokontrolę. Po drugie, pokazuje, że osobiste doświadczenie nie musi kończyć się publicystyką ani prostą autobiografią. Po trzecie, przypomina, że fotografia nadal może być medium bardzo intymnym, a jednocześnie intelektualnie wymagającym.
W 2026 roku takie podejście jest szczególnie ważne, bo odbiorcy są już zmęczeni obrazami, które tylko imitują emocję. Potrzebują prac, które mają wewnętrzną logikę i realny ciężar. Właśnie dlatego projekty tej artystki dobrze się bronią: nie udają neutralności, nie grają taniej prowokacji i nie próbują za wszelką cenę być „instagramowe”. One po prostu mają własny rytm.
Jeśli patrzeć szerzej na współczesną fotografię w Polsce, to ten dorobek jest też dobrym przykładem, jak buduje się rozpoznawalność bez rezygnacji z autorskiej ostrości. Najpierw jest konsekwentny temat, potem cierpliwa praca nad formą, a dopiero na końcu przychodzi międzynarodowa widoczność. Taka kolejność rzadko bywa szybka, ale zwykle daje najlepszy efekt.
Co zapamiętać z jej dorobku, zanim przejdziesz do oglądania zdjęć
Najkrócej mówiąc: to fotografia, która nie chce być tylko ładna, bo ważniejsze jest to, co uruchamia pod powierzchnią obrazu. W jej pracach liczy się nie tylko temat, ale też sposób jego podania, napięcie między estetyką a raną oraz konsekwencja budowania serii. To właśnie dlatego jej nazwisko wraca w rozmowach o współczesnej fotografii artystycznej tak często.
Jeśli chcesz analizować jej zdjęcia po swojemu, zacznij od trzech pytań: co w obrazie jest rzeczywistym tematem, co jest maską, a co zostaje poza kadrem. W takich pracach odpowiedzi zwykle nie są oczywiste od pierwszego spojrzenia, i właśnie na tym polega ich siła.